Rosyjski smartfon, laptop, procesor, media społecznościowe… Czym Rosjanie zastępują światowe rozwiązania?

Sankcje wobec Rosji, wprowadzone jako reakcja na wojnę w Ukrainie, coraz mocniej dotykają także sektor technologiczny tego kraju. Czy Rosja ma możliwość wprowadzenia własnych alternatyw dla sprzętów i usług, które z dnia na dzień znikają z ich rynku? Na jaką pomoc z zewnątrz będą zmuszeni liczyć?

  • Sankcje nałożone na Rosję odcięły kraj od wielu serwisów internetowych, a także dostaw sprzętu elektronicznego
  • Rosja od lat szykowała własne alternatywy dla popularnych serwisów w sieci
  • W Rosji istnieją także firmy produkujące elektronikę, ale opierają się one na dostawach części z Chin
  • Rosja może pochwalić się również własnymi procesorami, ale pozostają one w tyle za rozwiązaniami Intela lub AMD

Niemal wszyscy technologiczni giganci, pomijając część chociażby chińskich producentów sprzętu i dostawców usług, opuściło już Rosję, zostawiając ten kraj bez oficjalnego wsparcia m.in. dla usług Google, Microsoftu, a także kanałów sprzedaży wielu sprzętów z popularnym wśród klasy średniej i wyższej Apple na czele. W Rosji przestały działać również zachodnie internetowe serwisy z Facebookiem i Instagramem na czele.

Co w tej sytuacji Rosja może zrobić? Paradoksalnie część sankcji okaże się Putinowi na rękę. Wyłączenie dostępu do ogólnoświatowych mediów społecznościowych oznacza jednocześnie odsunięcie przeciętnego Rosjanina od bardziej rzetelnego źródła informacji, niż kanały moderowane według proputinowskiej agendy. W innych przypadkach Rosja zmuszona jest robić dobrą minę do złej gry i liczyć na wsparcie niewielu pozostałych sojuszników, którzy w nowej rzeczywistości mogą na decyzjach Putina sporo zarobić.

Hermetyczny internet to marzenie Putina

Pod koniec 2019 r. media światowe obiegła informacja, że pozytywnym wynikiem zakończyły się testy ogólnorosyjskiego intranetu, a więc zamkniętej na jeden kraj alternatywy dla globalnej sieci Internet. W tym samym roku w Rosji pojawiła się ustawa nakazująca wszystkim dystrybutorom sprzętu elektronicznego instalowanie na nim rosyjskich wersji systemów lub też specjalnych nakładek z alternatywnymi, kontrolowanymi przez władzę, aplikacjami i rozwiązaniami.

W uzasadnieniu takiej decyzji administracja powoływała się na kwestie cyberbezpieczeństwa, ale także patriotyzmu. Według oficjalnej informacji taka decyzja miała pokazać rosyjskiemu użytkownikowi, że dobre usługi i aplikacje powstają nie tylko poza Rosją, ale także w ich własnym kraju.

W praktyce wszystko oczywiście sprowadza się do kontroli. Zarówno tego co mówią i myślą Rosjanie, jak i wszelkich kanałów informacji z zewnątrz. W końcu wewnątrz Rosji prowadzona jest od lat narracja o tym, że Rosjanie żyją w dostatnim i bezpiecznym kraju, bez terroryzmu i dewiacji, a wolność słowa i demokracja to podstawowe filary funkcjonowania rządu. Każdy przekaz z zewnątrz może tę narrację zburzyć. Dlatego też Putin gotów był już od dawna, by – w razie konieczności – odciąć kraj od globalnej sieci i przestawić się na wewnętrzny system przekazywania informacji – intranet. To rozwiązanie, które można znać chociażby z dużych sieci korporacyjnych, ale też terminali udostępnionych np. na lotniskach.

Teraz świat to my. Ale bez pieniędzy

W marcu 2022 r. okazuje się, że Putin wcale nie musi zamykać rodaków w wewnętrznej sieci, bowiem zewnętrzne sankcje niejako samoczynnie odcinają Rosjan od zagranicznych źródeł informacji i rozrywki. W wielu przypadkach władza nie musi nawet silić się na znajdowanie dla nich alternatyw, bowiem w Rosji od lat ogromną popularnością cieszą się lokalne kopie zagranicznych serwisów.

Największym gigantem rosyjskiej sieci jest Yandex. Dziś korporacja, podobnie jak Google zaczynała od wyszukiwarki. Co ciekawe, wyszukiwarka Yandex jest starsza od Google o rok i została stworzona przez trzech Rosjan. Dziś to holendersko-rosyjska korporacja, która próbuje być “rosyjskim Google”. I jeszcze w 2021 r. udało wyszukiwarka ta utrzymywała ok. połowy rynku w Rosji, wyprzedzając amerykańską wyszukiwarkę o zaledwie kilka punktów procentowych. Dziś przewaga będzie tylko rosnąć, ale wielu Rosjan od lat przyzwyczajona jest właśnie do korzystania z Yandex.

Prócz samego wyszukiwania, Yandex oferuje także hosting plików, możliwość streamowania wideo, czy też mapy i translatora na wzór Google. W kwietniu 2021 r. Yandex rozpoczął także ekspansję w segmencie dostarczania jedzenia na dowóz. I to nie tylko w Rosji, ale również w pierwszych miastach Unii Europejskiej – Paryżu i Londynie.

Yandex.Eda dostarcza jedzenia na terenie Rosji

Jedynymi rynkami, gdzie Yandex, jako “kombajn usług”, jest w ogóle zauważalny poza Rosją (ma od 5 do 22 proc. udziałów) są Kazachstan, Białoruś, Turkmenistan i Turcja.

Rosja dobrze radzi sobie także na rynku mediów społecznościowych. Twitter nie cieszy się tam ogromną popularnością, a Facebook co roku przegrywa ze swoim odpowiednikiem. VKontakte, w Polsce znany także jako WKontakcie, to rosyjski serwis społecznościowy, który w rosyjskojęzycznym internecie cieszy się największą popularnością. Co ciekawe, założona w 2006 r. społecznościówka trafiła w zeszłym roku w ręce osób, które powiązane są z władzą Kremla.

WKontakcie, oprócz samego serwisu społecznościowego, obsługuje także najpopularniejszy w rosyjskojęzycznej sieci serwis pocztowy Mail.ru, jak i popularne serwisy m.in. ogłoszeniowe i aukcyjne. Serwis powstał w 2006 r., a jego twórcą jest Pawieł Durow, który stworzył także komunikator Telegram.

Do niedawna WKontakcie należało do rosyjskiego miliardera Aleksieja Usmanowa, ale nastąpiło przejęcie, w wyniku którego de facto właścicielem serwisu został Jurij Kowalczuk, szef Banku Rassija, a dyrektorem został mianowany Władimir Kirienko, prywatnie syn szefa Rosatomu i byłego premiera Rosji Sergieja Kirienki.

VKontakte

Chociaż YouTube nadal jest teoretycznie dostępny w Rosji, to ruch ze strony Alphabet – właściciela serwisu – de facto wyklucza rosyjskich twórców z zarabiania na tej platformie, a przynajmniej na samych reklamach, bowiem nadal mogą oni czerpać zyski np. z zewnętrznych umów sponsorskich. Mimo to rządzący nie chcieli nie skorzystać także i z niechęci wobec tego serwisu, tworząc także dla niego alternatywę w postaci RuTube.

W wielu krajach, także w Polsce, powstawały już “alternatywy dla YouTube” i za każdym razem udowadniają one te same prawdy. Okazuje się bowiem, że stworzenie schludnie wyglądającego i bardzo dobrze działającego serwisu streamującego materiały wideo nie jest dziś najmniejszym problemem. Także RuTube wygląda profesjonalnie i działa bardzo dobrze. Problemy z takimi usługami leżą gdzie indziej – w bezpieczeństwie i przepustowości serwerów. Oba te problemy wymagają pieniędzy. I o ile w Rosji nie brakuje specjalistów od cyberbezpieczeństwa, to bez wsparcia serwerów Google, Microsoft i Amazon, realna konkurencja dla YouTube, z której jednocześnie będą mogły korzystać tysiące użytkowników, wymaga ogromnych nakładów finansowych.

RuTube

YouTube może sobie na to pozwolić, zarabiając ogromne pieniądze na milionach reklam wyświetlanych w każdym niemal zakątku świata. Rosyjski RuTube może być finansowany tylko przez rosyjskie firmy, reklamujące rosyjskie produkty i usługi Rosjanom. To ogromne ograniczenie, które może doprowadzić do sytuacji, w której rosyjska alternatywa dla YouTube będzie ograniczała jakość/przepustowość materiałów, albo będzie dotowana przez biedniejący z dnia na dzień budżet państwa.

Najlepiej jednak zamknięcie się w rosyjskiej “bańce” finansowej widać na przykładzie Instagrama. Decyzja Facebooka sprawiła, że duża grupa rosyjskich influencerów straciła zagraniczne zasięgi i kontrakty z zagranicznymi markami. Dotyczy to zarówno świata mody i takich firm, jak Prada czy Louis Vuitton, jak i np. sprzętów gamingowych lub samochodów.

Nawet jeżeli większość dotychczasowego targetu rosyjskich “gwiazdek Instagrama” stanowili inni rosyjskojęzyczni użytkownicy sieci, to pieniądze do rozkręcania ich karier płynęły właśnie od zagranicznych firm, umożliwiając ogromny rozrost rosyjskiego rynku influencerów. Dziś, nawet jeżeli szybko powstanie i spopularyzuje się “rosyjski Instagram”, będzie on zależny wyłącznie od rubli.

Rosyjskie nowe technologie – szmelc czy alternatywa dla gigantów?

W ostatnich dniach popularność w sieci zyskują filmy przedstawiające Rosjan, którzy niszczą zagraniczny sprzęt. Rozbite iPhone’y i iPady stały się już pewnym symbolem sankcji i podejścia części rosyjskich proputinowskich influencerów do rzeczywistości po agresji rosyjskich wojsk na Ukrainę. Czy jednak Rosja ma czym ten sprzęt zastąpić?

Zacznijmy od tego, jak w ogóle wyglądał rynek chociażby smartfonów przed wojną. W Rosji największą popularnością nie cieszyły się wcale chińskie marki, a w pierwszej trójce najchętniej wybieranych smartfonów znalazły się produkty Samsunga (34 proc. w 2021 r.), Xiaomi (26 proc.) i Apple (15 proc.).

Rosyjskie marki dla rynku nie znaczyły wiele, co nie oznacza, że ich nie było. W świadomości Rosjan obecne są takie marki, jak chociażby Yota i prezentowana od 2013 r. linia YotaPhone, a także Megafon, Texet, Beeline, Megafon i Ayya. Z tym, że trzeba zaznaczyć, że rosyjskość prezentowanych przez te firmy urządzeń jest mocno umowna. Są one bowiem projektowane w Rosji, ale wszystkie ich części produkowane i składane są w Chinach, bardzo często z gotowych podzespołów, trafiających również do wielu innych urządzeń.

Ayya T1 – rosyjski smartfon

O jakości rosyjskich smartfonów można doczytać z wielu recenzji. W Polsce pojawiały się chociażby testy YotaPhone II, który na rynku pojawił się w 2015 r. Dziś natomiast władze Rosyjskie promują smartfon Ayya T1, jako “bezpieczną” alternatywę dla iPhone’a. Urządzenie współpracuje z systemem Android 11, ale już zapowiedziana jest przesiadka na rosyjski system AuroraOS. Główną zaletą Ayya T1 ma być fizyczny przycisk do blokowania kamery i mikrofonu, w teorii mający uniemożliwić podsłuchiwanie i podglądanie użytkownika. O przesiadce z iPhone’a właśnie na Ayya T1 opowiadała na Instagramie Maria Butina, zasiadająca w Dumie.

Ayya T1 wyposażony został w ekran o przekątnej 6,5 cala z niedużą rozdzielczością 720 na 1600 pikseli. Sercem urządzenia jest z kolei układ MediaTek Helio P70 MT6771T, taktowany zegarem 2,1 GHz. Pojawił się on na rynku w 2018 r. i znalazł zastosowanie w budżetowych modelach pokroju Oppo Reno Lite i Motorola One Macro. Dziś jest to jednak zdecydowanie urządzenie przestarzałe i nieporównywalnie słabsze od topowych urządzeń zagranicznych marek. Sugerowana cena, odpowiednik około 1,1 tys. zł, także nie tłumaczy tak niskiej wydajności.

Bardzo podobnie wygląda sprawa z rosyjskimi producentami laptopów i tabletów. Chociaż samych marek od lat 90. do dziś można wymienić ponad 20, to albo są to niszowe produkty składane w Chinach, albo dawno zapomniane marki, które przegrały z konkurencyjnymi konstrukcjami z Azji i Stanów Zjednoczonych.

Na oddzielną wzmiankę zasługują rosyjskie procesory. Każdy z nas zna procesory Intela i AMD, a także rozwiązania Snapdragona czy wspomnianego MediaTek. Rosjanie opracowali jednak kilka własnych procesorów, głównie do zadań naukowych i superkomputerów. Za przykład może posłużyć m.in. jednostka Baikal T, zaprezentowana w 2015 r. Jest to dwurdzeniowy procesor taktowany zegarem 1,2 GHz.

Procesor Elbrus

Nadal rozwijane są także mikroprocesory Elbrus, których historia sięga jeszcze lat 60. ubiegłego wieku. Ich wydajność nie jest w praktyce zła dla zastosowań biurowych. Pod koniec 2018 r. zaprezentowano ośmiordzeniowy układ Elbrus-8SV, taktowany zegarem 1,5 GHz i oferujący wydajność 0,5 TFLOPS. Rok później na rynku pojawił się już 16-rdzeniowy wariant z teoretyczną wydajnością 1,5 TFLOPS i taktowaniem 2 GHz. Problem dla Rosjan jest taki, że produkcja procesorów Elbrus i kompatybilnych płyt głównych jest ograniczona, co negatywnie wpływa także na ich cenę.

Chiny zwycięzcą wojny?

Rosja nie jest w stanie zaspokoić popytu na elektronikę we własnym kraju bez wsparcia innych, a zwłaszcza Chin. Już teraz duża część rosyjskiego przemysłu i telekomunikacji opiera się na częściach i usługach oferowanych przez Chiny. Począwszy od systemy UnionPay, który zastąpił rozwiązania m.in. firm Visa i Mastercard, po wsparcie technologii LTE i dostęp do smartfonów, komputerów, telewizorów…

Nie odwracając się od Rosji po ataku na Ukrainę Chiny zyskały odcięty od świata kraj, który mogą całkowicie od siebie uniezależnić i finansowy wyjść na całym konflikcie najlepiej. W dłuższej perspektywie oznaczać to może de facto przejęcie kontroli nad całym państwem. Rosja, która nie będzie mogła wypłacić się Chinom pieniędzmi, będzie miała możliwość dostarczania chociażby surowców i wpływów. Nie trudno wyobrazić sobie sytuację, w której Chiny darują Putinowi długi w zamian za namaszczenie na następcę kogoś podporządkowanego chińskiej władzy.

Tagi:

Podziel się postem :)

Najnowsze:

Militaria

Wyrzutnie rakietowe HIMARS już w Ukrainie. Zobacz je w akcji!

Jak poinformował ukraiński rząd, pierwsze systemy artylerii rakietowej HIMARS są już w rękach ukraińskich żołnierzy. Broń trafiła tam w ramach pomocy wojskowej Stanów Zjednoczonych i w sieci pojawiło się już nagranie rzekomo prezentujące je w akcji.

Mobilne

Aplikacje, które pomogą uniknąć mandatu podczas wakacji. Poznaj je!

Zbliżające się wakacje wiążą się z wyjazdami, a wiele osób decyduje się na podróż własnym autem. Warto jednak mieć na uwadzę, że rok 2022 stoi pod znakiem podwyżek i dotyczy to również kar za przekroczenie prędkości na polskich drogach. O “mandatach grozy” z pewnością usłyszymy tego lata wielokrotnie, a dzięki tym aplikacjom kierowcy z wyprzedzeniem dostaną informację o najbliższych fotoradarach.

Oprogramowanie

W jakim stopniu przeglądarki są dziś zgodne ze standardem HTML?

Dyskusje na temat zgodności przeglądarek z HTML5 całkowicie ucichły. Wróciliśmy do sytuacji sprzed dwóch dekad, gdy rozpatrywano jedynie zgodność stron z przeglądarką, a nie standardem. Czyżby wszyscy byli już zgodni z HTML5?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.