Wojna w wymiarze 2.0? Oto konflikt ery informacyjnej!

Wiedza to potęga, a informacja – prawdziwie globalna waluta świata XXII wieku! Czy zatem wojny wygrywa się dzisiaj w telewizorach, na Instagramach i spotkaniach towarzyskich?

Trwa rosyjska wojna w Ukrainie. Wojna, w której giną ludzie, a kraj aspirujący do zostania społeczno-kulturową częścią Zachodu płonie. To jednak tylko jedna z wielu twarzy tej wojny, która swoje oblicza rozciąga od humanitarnego kryzysu i dramatu milionów ludzi, do społecznych aktywistów, którzy zza ekranów swoich komputerów wypowiadają wojnę reżimowi Putina. Wojna w Ukrainie toczy się na wielu frontach, a jednym z najważniejszych jest ten informacyjny, który (co jeszcze kilkanaście lat temu wydawałoby się czymś absurdalnym) może realnie wpłynąć na wynik tego konfliktu. 

Co ważne, wojna w Ukrainie jest zróżnicowana z kilku powodów, o których warto wspomnieć w aspekcie wojny 2.0. Po pierwsze, w Ukrainie z Rosjanami walczą nie tylko Ukraińcy. Po drugie, wojna nie toczy się wyłącznie w powietrzu i na ziemi. Wojna toczy się również w internecie i mediach tradycyjnych. Po trzecie, Wojna nie toczy się jedynie w Ukrainie. Z Rosją walczymy również w Polsce, a nawet… walczą z nią w USA.

Wojna informacyjna cz. 1. Rosja robi to… po rosyjsku

  • W mediach rosyjskich nie ma wojny – jest militarna misja specjalna, czy coś. Ech, brak komentarza.
  • Rosja pokpiła sprawę i wychodzi w tej wojnie na bandę niewyszkolonych idiotów. Zachód to widzi i wyciąga wnioski, że Rosja jest potęgą na papierze. Jest jak szkolny zabijaka, szeroki w barach, który w bluzę z kapturem wszył sobie w okolicach ramion gąbki ze starych garsonek swojej mamy. Niemniej nie dajmy się zwieźć, Rosja to wciąż militarna potęga, mimo tego, że informacyjnie wyglądają na padakę.
  • Rosyjskie argumenty, wiecie te o neonazistach, broni biologicznej w Ukrainie, dążeniu do stania się atomową potęgą etc. są na tak żenująco niskim poziomie, że głowa mała. To propaganda tak bezczelna i skretyniała, że nasze TVP wydaje się przy tym doskonale zarządzanym organem propagandowym.

Poza licznymi błędami w wojnie informacyjnej, Rosja doskonale wykorzystuje internet jako pole walki – rosyjskie trolle są aktywne w sieciach społecznościowych oraz na portalach opiniotwórczych od lat, ale dopiero od początku wojny pokazują, na co ich stać. A to mieliśmy jakieś newsy o bójkach, a to znajdujemy komentarze pod artykułami czy wypowiedziami na facebookowych grupach, niby prawdziwych internautów, które co jakiś czas wrzucają złote myśli. A to wyzywają Ukraińców od banderowców, a to wrzucą, że Ukraina przecież zawsze należała do Rosji i takie tam.

Mało tego, Rosjanie tworzą sztucznych dziennikarzy, których gęby wykreowane przez SI zdobią głoszone przez boty peany na cześć umiłowanego przywódcy. Rosja korzysta też z zachodnich kanałów social media, w których dobrze opłaceni albo dobrze zastraszeni, albo jedno i drugie, influencerzy lecę z kartki według partyjnego scenariusza i opowiadają o tym, jak to Rosja jest pokrzywdzona i jak to nie stoi na straży porządku, prawa, sprawiedliwości dziejowej i czego tam jeszcze.

Wojna 2.0 toczy się również w Polsce

A no i pozostaje jeszcze podsycanie nastrojów i szerzenie dezinformacji oraz paniki. Dlatego właśnie ta wojna 2.0 toczy się również w Polsce! Pamiętacie strach o paliwo na stacjach i pokazywane na Facebooku kolejki do dystrybutora? Albo wrzutki znajomych, rodem z początków pandemii, o tym, że w marketach nie ma już mąki, papieru toaletowego i taniej gorzały? Destabilizacja płynąca z niewiedzy i strachu (w pełni naturalnego odruchu) to oręż w dzisiejszej wojnie, z którego Rosja chętnie i całkiem sprawnie korzysta. 

No i na koniec tego wątku mamy jeszcze popularnych pożytecznych idiotów. Jak ten Bąkiewicz choćby, który w obliczu wojny w Ukrainie leci sobie z demonstracją pod niemiecką ambasadę albo Braun wyzywający Szumowskiego od pijaków. Pomijając różnice poglądów, to umówmy się – w obliczu wojny za naszą granicą potrzebna nam konsolidacja i rozsądek, a takie zachowania to jak cofnąć się do lodówki po ulubiony jogurt, do mieszkania na 6 piętrze, podczas potężnego trzęsienia ziemi.

Wojna informacyjna cz. 2.  Ukraina robi to dobrze!

  • To, jak Ukraina formatuje przekaz informacyjny, sprawia, że finalnie wygra tę wojnę. E tam wygra – już wygrała! W starciu informacyjnym Ukraińcy zrobili z Rosjan kompletnych matołów, obnażając ich intelektualną indolencję. Przykłady? Proszę bardzo!
  • Ukraińcy doskonale operują przekazem medialnym. Pokazują, również w social media, zniszczone rosyjskie pojazdy pancerne, zestrzelone samoloty, żołnierzy wziętych w niewolę (nagrania z dzwonienia żołnierzy do swoich rodziców – genialne zagranie!), rozsądnie nie afiszując się z własnymi stratami.
  • Ukraina absolutnie doskonale przekazuje do Rosji informacje o wojnie, przemycając je jak najlepszy marketing szeptany. To czego ludzie nie dowiedzą się z mediów, tego dowiedzą się od swoich znajomych, których synowie zostali jeńcami armii ukraińskiej.
  • Prezydent Zełeński świetnie wypada w wystąpieniach przed kamerą. Trudno posądzać go o udawanie, bo tragedia jest realna, a zachowanie rosyjskiej swołoczy niewybaczalne, ale trzeba przyznać, że uderza w tych wystąpieniach w globalne sumienie Zachodu bardzo sprawnie.
  • Ten sam prezydent, zamiast ewakuować się z Kijowa, biega w kamizelce kuloodpornej i walczy – te memy o tym, że jego wiadomo co, jest kolejną rzeczą widzianą gołym okiem z kosmosu, to nie tylko poprawiacz humoru – to nieprawdopodobny booster morale wśród Ukraińców.
  • Gwiazdy światowego formatu w wielu dziedzinach, od boksu po film i muzykę wspierają Ukrainę. Za umiejętne wykorzystywanie tego wsparcia, wielkie brawa dla wszystkich decydentów. 

Wojna informacyjna cz. 3. Anonymous robią to bardzo dobrze!

Spodziewał się ktoś, że anonimowa grupa internetowych aktywistów stanie się stroną w rosyjskim konflikcie? No to jest dopiero hit. Jasne, Anonimowi znani są z różnych akcji, których celem było demaskowanie szemranych zachowań rządów i korporacji, w imię wolności słowa i niezależności, ale o to, że wypowiedzą wojnę Rosji, nikt chyba ich nie podejrzewał, co nie?

Rzecz jasna, Anonymous nie wygrają tej wojny za Ukraińców i nie obalą rządu w Rosji, ale dotkliwie pokąsają tego zawszawionego niedźwiedzia. I to jest piękne! To pokazuje, że może jeszcze jest jakaś nadzieja na ziszczenie się snu Fukuyamy o końcu historii, o powstaniu prawdziwie obywatelskiego społeczeństwa, w którym o nasze wspólne dobro będziemy walczyli ramię w ramię. 

Czasem lepiej nie wiedzieć. Nawet kiedy inni wiedzą

Najsłabszym ogniwem w wojnie informacyjnej jest człowiek i to nawet nie dlatego, że łatwo nami manipulować. No bo w sumie kim można manipulować, jak nie ludźmi co? Sam ten termin “manipulowanie ludźmi” jest w kontekście wywierania wpływu na innych ludzi dramatycznie nieprecyzyjny. Ot, manipulowanie w pełni by tu wystarczyło. 

No bo czym innym można manipulować? Młotkiem?! No ba! Pewnie, że można manipulować młotkiem. Ino manipulowanie młotkiem tyczy się wbijania tymże młotkiem gwoździ tu i ówdzie. W sformułowaniu “Rosjanie manipulują” nikt nie wpadłby na pomysł, że chodzi tu o manipulowanie młotkiem, prawda? Zresztą, nieważne, spory akademickie zostawmy na później. Nie, nie jesteśmy najsłabszym ogniwem wojny informacyjnej dlatego, że można nami manipulować, ale dlatego, że usilnie uważamy, że nie można nami manipulować. 

Gdybyśmy byli świadomi tego, jak bardzo podatni na manipulacje jesteśmy, to pół biedy. Nie ma problemu. Ot, zakładalibyśmy wtedy, że wszystkie te przekazy robią z nas idiotów i luz, każdy żyłby po swojemu. To tak, jak pyszne, słodkie, dające radość batoniki w marketach powystawiane przy kasach. Wiemy, że są tam po to, byśmy wzięli je w łapska, kasując zakupy i opędzlowali po wyjściu ze sklepu. No bo przecież godzinne (a czasem i 3-godzinne) zakupy to diabelnie wyczerpująca sprawa. Mało tego, jak często sami mówimy do siebie będąc przy kasie “a te france specjalnie tu kładą te batony! Ale co tam, wjedzie dzisiaj Snickers, po zakupach zasłużyłem/am?

No właśnie, w sklepie wiemy, że towar jest tak poukładany, by kierować naszymi decyzjami zakupowymi, i mamy to w trąbie, i jakoś to życie nam mija w harmonii. Niestety jeśli chodzi o politykę, sprawy społeczno-gospodarcze, a nawet kulturowe – jesteśmy cymbałami. Wystarczy ziarnko niepewności, a już zaczynami doszukiwać się gdzieś drugiego dna. Wystarczy pograć na najprostszych emocjach, na współczuciu czy strachu i już jesteśmy w rozsypce. Dlaczego tak się dzieje? Otóż lubimy wiedzieć, a raczej wolimy wiedzieć niż nie wiedzieć. Dodając do tego internet, który tworzy iluzję rzeczywistości, w której wszystkiego, co chcemy wiedzieć, możemy się realnie dowiedzieć, mamy gotową prawdziwą broń masowego rażenia w wersji 2.0. 

Szczęśliwie, potędze dezinformacji, niszczącej sile manipulacji możemy przeciwdziałać, stosując kilka prostych, a czasem nawet nikczemnie prostackich metod. Większość z nich nie sprawi, że zabłyśniemy w towarzystwie, ale ich systematyczne praktykowanie pozwala na oczyszczenie głowy i środowiska relacji międzyludzkich, w którym żyjemy na co dzień. Poza tym, kto wie? Może podążanie tą ścieżką powszechnego zdystansowania sprawi, że nasze życie, choćby na moment, wróci do normalności?

Odważ się być mądrym

Jeśli coś wiesz – powiedz innym. Ale powiedz im to, jeśli faktycznie coś wiesz. Jeśli jesteś sprzedawcą nawozów sztucznych, zawodowym piłkarzem czy social media managerem i uważasz, że wiesz coś o tej wojnie i wiążących się z nią zmiennych, to najpewniej jesteś w błędzie. W takiej sytuacji dobrym pomysłem jest nie dzielić się z nikim swoimi informacjami. Chyba że masz kwalifikacje pozwalające na ich interpretacje i/lub stosujesz się do poniższych zaleceń. 

Pielęgnuj niewiedzę

Nie wiesz nic o wojnie, ale akurat przy piwku w weekend gadacie o niej ze znajomymi? Grono jest liczne, niemal kilkanaście osób, więc uznajesz, że powiesz coś o motywacjach Putina, sile rosyjskiej armii i strategii obronnej realizowanej przez Ukrainę, którą trzeba wspierać, bo Polska jest następna na liście Putina? Zanim powiesz, pomyśl. A jak już to przemyślisz, ciesz się miłym wieczorem. Nieznanie się na czymś nie jest niczym wstydliwym. Wymądrzanie się i opowiadanie piramidalnych głupot – jest. 

Powiedz “sprawdzam”

Przeczytałeś/aś coś ciekawego? Ktoś Ci coś powiedział? Sprawdź te informacje! Na co dzień czytasz Gazetę Wyborczą? Obadaj co tam słychać w Sieci. Wertujesz Newsweeka do kawy? Zerknij okiem na wieści w serwisie Polityka. W polityce to Twój wybór? A wbij sobie na Onet. Bez względu na preferencje polityczne, poglądy polityczno-społeczne, gospodarczo-kulturowe – newsy weryfikuj na takich portalach, jak Demagog.pl. To pozwoli Ci na ucieczkę z pola oddziaływania fake newsów. Innymi słowy, zanim uznasz, że czegoś się dowiedziałeś/aś – sprawdź, czy to co wiesz, ma ręce i nogi.

Powiedz “nie” geopolityce

Żyjemy w czasach, w których kwitnie pseudonauka. Doskonale rozwinęły się jej dziedziny podczas pierwszego roku pandemii SARS-CoV-2, a używanie mają również dzisiaj, kiedy to rosyjski niedźwiedź sobie zęby wyłamuje na ukraińskim trójzębie. Za grubej pandemii kwitły teorie spiskowe, doktory Zięby i strukturyzatory wody, a podczas wojny popularność zdobywa geopolityka. W obu przypadkach dość łatwo jest zostać ekspertem, bo wystarczy mówić dosadnie, ale spokojnie z manierą ważenia słów, wyglądać na zamyślonego i zdystansowanego od problemów naszej doczesności. Geopolityka jest doktryną, nie ma nic wspólnego z nauką i tytuły naukowe ludzi, którzy się nią zajmują, niczego tu nie zmienią. 

Bądź rozważny, ale nie panikuj

Żyj i zachowuj się rozsądnie, ale nie panikuj. To nie jest czas na kupowanie zapasu makaronu, mąki, żarcia w puszkach i papieru toaletowego. Polska nie jest w stanie wojny i ta wojna do nas nie przyjdzie. Przyjdzie do nas kryzys, przyjdą lata chude, ale nie dlatego, że Putin wjedzie tu na czołgu, a dlatego, że chłop podjął dramatycznie złą decyzję opartą na dramatycznie złych informacjach i bestialskich motywach, a Zachód powiedział “non possumus”. Konsekwencje tych decyzji odczujemy wszyscy i będzie to smutne, ale nie dotknie kwestii ostatecznych.

Tagi:

Podziel się postem :)

Najnowsze:

Bezpieczeństwo

Poradnik: Zabezpiecz swój dom – masz w nim masę urządzeń podatnych na ataki cyberprzestępców

Polacy mają w swoich gospodarstwach domowych coraz więcej urządzeń elektronicznych podłączonych do internetu. Choć wciąż mówimy o kilkunastu lub kilkudziesięciu sprzętach – a nie kilkuset, jak to przewidywano w pewnych badaniach – niekwestionowanie zauważalny jest wzrost ich liczby. Z tego względu należy podjąć wszelkie kroki, by zabezpieczyć swoją domową sieć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *