Ukraińskie pociski Neptun pod lupą. To one zniszczyły krążownik Moskwa – klejnot rosyjskiej floty

Mimo wojny trwającej już prawie dwa miesiące, długo czekaliśmy na wykorzystanie imponujących ukraińskich pocisków, które państwo samo zaczęło rozwijać i produkować niespełna 8 lat temu. Trudno się temu jednak dziwić, bo do tej pory Rosja uderzała w dużej mierze z poziomu lądu i powietrza, a nie z morza w obawie przed krwawo okupioną próbą desantu, ale agresorowi najwyraźniej podwinęła się noga. Z nocy 13 na 14 kwietnia dowiedzieliśmy się, że dwa ukraińskie pociski Neptun zdołały niespodziewanie trafić flagowy okręt Floty Czarnomorskiej – krążownik rakietowy Moskwa.

Rosja oberwała czymś, czego stworzenie sama zainspirowała, czyli o ukraińskich pociskach Neptun

Pamiętacie 2014 rok i widmo wojny, które roztoczyło się nad Europą z racji aneksji Krymu przez Rosję? Po tym procederze, ukraiński przemysł zbrojeniowy wziął się w garść i ruszył z projektowaniem i produkcją rodzimej broni, aby nie dać powtórzyć Rosji tego, co kraj dokonał podstępem właśnie na Półwyspie Krymskim. Wiele uwagi poświęcono wtedy zwłaszcza uzbrojeniu do zwalczania okrętów, bo nie było tajemnicą to, że aneksja tak strategicznego punktu była jednoznacznym przygotowaniem przedpola do trwającej dziś wojny przy wzmożonych działaniach morskich.

Budowa nowych okrętów nie wchodziła w grę, dlatego Ukraina skupiła się na broni, która pozwoli odeprzeć zarówno rakietowy ostrzał, jak i desant w wykonaniu Rosji. Zwłaszcza że po utracie tego strategicznego punktu, broniące się obecnie dzielnie, państwo utraciło wtedy nie tylko swoje okręty, ale też systemy przeciwokrętowe. Rozwiązanie? Opracowanie całkowicie nowych pocisków ziemia-woda o przeznaczeniu stricte przeciwokrętowym.

Tak narodził się plan na pociski R-360 Neptun, za które odpowiadają ukraińskie państwowe zakłady FB Łucz koncernu Ukroboronprom. Te szybko przekuły pierwotny zamiar i projekty (pierwsze ujawniono już w 2015 roku w Kijowie) na coś rzeczywistego, bo pierwsze testy poligonowe pocisków Neptun miały miejsce już w styczniu 2018 roku. Następnie poszło sprawnie, bo w sierpniu odbył się test z trafieniem pocisku w cel morski odległy o ponad 100 kilometrów, a w 2019 roku Ukraina publicznie zaprezentowała swoje dzieło i ogłosiła zamówienie trzech dywizjonów systemu rakietowego Neptun RK-360MC.

Po tym w 2020 roku odbyły się już ostatnie testy z głowicą bojową i ruszono z seryjną produkcją zarówno systemów, jak i pocisków, dzięki czemu po kilku miesiącach pierwszy system trafił na wyposażenie armii ukraińskiej. W grudniu Ukraina miała już cały jeden dywizjon tego systemu, a ogólny sukces sprawił, że w ruch poszły też kontrakty w celu opracowania lotniczej wersji tych pocisków i nawet jego sprzedaż dla Indonezji. Teraz, bo z perspektywy czasu wiemy, jak ten zakup i szybki czas realizacji był ważny dla Ukrainy.

Jakie możliwości oferują ukraińskie pociski Neptun? System wszedł do służby w ukraińskiej marynarce w marcu 2021 roku

Przechodząc już do tego, co najważniejsze, musimy rozpocząć omawianie całego systemu od składowych, które obejmuje. Jak to na taki system przystało, to nie tylko wyrzutnia i odpowiedni pocisk, ale też bardziej utylitarne wozy. Tak więc kompleksowy system rakietowy RK-360MC w formie jednego dywizjonu, który należy rozmieszczać w odległości do 25 km od brzegu, stanowi:

  • 1 wóz dowodzenia RKP-370 lub RPK-360
  • 6 pojazdów transportowo-załadowczych TM-360
  • 6 ciężarówek transportowych TZM-360
  • 6 mobilnych wyrzutni USPU-360 z czterema pociskami Neptun

Najciekawszym elementem tego systemu są same pociski Neptun z silnikami rakietowymi, które mierzą całe 5,05 metra długości i 420 mm średnicy. Znajdują się w kontenerach transportowo-wyrzutniowych (TLC) o wymiarach 5,30 na 0,60 na 0,60 metra. Każdy z pocisków waży 870 kilogramów, z czego 150 kg waży bezpośrednio sama głowica bojowa, a po wystrzeleniu rozpędzają się do 900 km/h na drodze do celu oddalonego o maksymalnie 300 kilometrów.

Ukraiński Neptun jest przeznaczony do zwalczania nawodnych okrętów wojennych i statków transportowych o wyporności do 5000 ton, pływających w konwojach lub poruszających się pojedynczo. Musimy jednak pamiętać, że pociski te nie są całkowicie nowe, bo ich konstrukcja została oparta na radzieckim pocisku przeciwokrętowym Kh-35, ale o poprawionym zasięgu i elektronice.

Neptun robi wrażenie przede wszystkim swoją dwuzakresową samonaprowadzającą głowicą, w której zastosowano aktywny radar. Dzięki temu pocisk jest nie tylko w stanie wykryć cel z odległości 50 km, ale też jest odporny na zakłócenia radiowe i na dodatek wykorzystuje do nawigacji system satelitarny oraz inercyjny, kierując się na cel z wykorzystaniem autopilota. Uderzenie może przeprowadzić z zaskoczenia, bo dzięki temu, że leci na wysokości 3-10 metrów, może ominąć radary przeciwnika.

Jeśli z kolei idzie o wykorzystanie ich przeciwko wspomnianemu we wstępie krążownikowi Moskwa, to trudno obecnie wyjaśnić powody udanego ataku. Oficjalnie mówi się o wykorzystaniu właśnie pocisków Neptun, ale z drugiej strony wielu analityków kręci na to nosem i doszukuje się wykorzystania tak zwanych Harpoon z USA. Nic w tym dziwnego, bo udane trafienie krążownika jest zwyczajnie niespodziewane, przez co sugeruje albo błąd ze strony Rosjan i podpłynięcie zbyt blisko w czasie sztormu, albo wykorzystanie czy to świeżo dostarczonych pocisków Harpoon, czy nowych sprzętów namierzania. Oficjalną wersję jednak znamy.

Tagi:

Podziel się postem :)

Najnowsze:

Bezpieczeństwo

Kolejna fala oszustw ,,na PGE”

SMS od PGE z informacją o zaplanowanym odłączeniu energii elektrycznej to popularna metoda cyberprzestępców. Oszuści, podszywając się pod Polską Grupę Energetyczną, chcą podstępem pozyskać nasze dane. Cel jest jeden.

Militaria

Alrosa – symbol rosyjskiej floty wraca na morze

Jedyny w swoim rodzaju rosyjski okręt podwodny o nazwie “Alrosa” powrócił na morze. Po modernizacji i zainstalowaniu nowego uzbrojenia ma być głównym elementem floty biorącej udział w agresji na Ukrainę. Rosjanie chwalą się, że jest w stanie zastąpić sześć okrętów. Dlaczego jest tak wyjątkowy?

Bezpieczeństwo

Blisko 66 000 złotych straciła 55- letnia mieszkanka Staszowa w wyniku oszustwa

Blisko 66 000 złotych straciła 55- letnia mieszkanka Staszowa w wyniku oszustwa. Kobieta była przekonana, że odebrała połączenie od pracownika banku, a kolejno od stołecznego policjanta. Otworzyła przesłany za pomocą komunikatora link, i to wystarczyło, aby w efekcie końcowym oszuści wypłacili z jej rachunku bankowego zgromadzone środki oraz zaciągnęli pożyczkę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.